Znasz to powiedzenie. „Masz babo placek” mówi się wtedy, gdy coś spada na ciebie nagle i od tej chwili nic już nie jest takie samo. Planowałeś spokojny weekend, a tu niespodzianka. Z psem jest bardzo podobnie, tylko że ta niespodzianka ma cztery łapy, mokry nos i absolutnie żadnego zamiaru, żeby cokolwiek było po staremu.
Stąd nasza nazwa. Masz Babo Psa to marka od ludzi, którym pies wywrócił życie do góry nogami. I dobrze.
Jeden dzień, i wszystko inne
Kiedy w domu pojawia się pies, zmienia się więcej, niż ktokolwiek uprzedzał. Budzik dzwoni wcześniej, bo ktoś musi wyjść przed szóstą. Kanapa przestaje być w pełni twoja. Spacer przestaje być czymś, co robisz, gdy masz ochotę, i staje się stałym punktem dnia, w deszczu, w śniegu i w listopadowym błocie.
W telefonie przybywa zdjęć. Nie dziesięciu, nie stu. Tysięcy. Pies śpiący, pies ziewający, pies, który patrzy na ciebie tak, jakby wiedział, że w lodówce jest ser. Zdjęć z wakacji jest przy tym zaskakująco mało, bo wakacje i tak planujesz tak, żeby pies mógł jechać z tobą.
Zmienia się też język. Mówisz do psa pełnymi zdaniami. Pytasz go o zdanie przy wyborze kurtki. Opowiadasz mu, jak minął dzień, a on słucha uważniej niż niejeden znajomy. Wracasz do domu po pięciu minutach, a on wita cię tak, jakbyś wrócił z wyprawy dookoła świata.
To właśnie jest ten „placek”. Chaos, sierść, błoto w przedpokoju i miłość, której nie da się zmieścić w żadnym opisie.
Dlaczego w ogóle powstała ta marka
Bo sami tak żyjemy. Jesteśmy psiarzami, zanim staliśmy się firmą. I jako psiarze często mieliśmy wrażenie, że rynek produktów dla psów mówi do nas dziwnym językiem.
Z jednej strony słodkie, przetłumaczone z angielskiego hasła o „futrzanych przyjaciołach” i „pupilach, którzy zasługują na to, co najlepsze”. Z drugiej strony etykiety pełne wielkich obietnic: „rewolucyjna formuła”, „gwarantowane efekty”, „koniec problemów”. Pomiędzy tym wszystkim brakowało nam czegoś prostego: marki, która mówi po ludzku, nie obiecuje cudów i pokazuje, co jest w środku.
Postanowiliśmy więc zrobić ją sami.
Z jajem. Ale nie ze wszystkiego
Jesteśmy marką z poczuciem humoru i nie zamierzamy tego ukrywać. Żartujemy z bąków na kanapie, ze skarpetek, które znikają bez śladu, i z psa, który w sylwestra mieszka pod łóżkiem od osiemnastej. Żartujemy z tego, bo to prawda o życiu z psem, a prawda bywa śmieszna.
Jest jednak granica, której pilnujemy. Nie żartujemy ze zdrowia psa. Nie żartujemy ze składu, z porcji ani z bezpieczeństwa. Gdy rozmowa schodzi na to, co pies je i dostaje, przestajemy się wygłupiać i mówimy konkretnie.
Uważamy, że jedno nie wyklucza drugiego. Można mieć luz i jednocześnie podchodzić poważnie do tego, co ważne. Większość psiarzy, których znamy, właśnie tak żyje.
Co robimy
Na początek robimy suplementy dla psów w formie miękkich kąsków. Każde opakowanie ma konkretne przeznaczenie, więc od razu wiesz, w jakim obszarze produkt ma wspierać twojego psa: stawy i mobilność, spokój i równowaga, odporność, skóra i sierść.
Dlaczego kąski? Bo sami wiemy, jak wygląda podawanie tabletki psu, który ma na ten temat własne zdanie. Kąsek podajesz jak przysmak: z ręki, do miski albo na spacerze. Bez parówkowych podstępów i bez szukania pigułki pod kanapą tydzień później.
W przyszłości chcemy robić więcej rzeczy dla psów i ich ludzi. Ale zaczynamy od tego, co znamy najlepiej, i robimy to porządnie.
Czego nie obiecujemy
To jest dla nas równie ważne jak to, co obiecujemy.
Nie obiecujemy, że suplement wyleczy twojego psa. Suplement wspiera, nie leczy. Jeśli coś cię niepokoi, pies kuleje, przestaje jeść albo zachowuje się inaczej niż zwykle, pierwszym krokiem jest weterynarz, nie sklep internetowy.
Nie obiecujemy też „gwarantowanych efektów” w trzy dni. Każdy pies jest inny, a uczciwa marka powinna to mówić wprost.
Obiecujemy natomiast trzy rzeczy:
- Skład, który da się przeczytać. Każdy składnik z ilością na jeden kąsek, bez marketingowej mgły. Wszystko znajdziesz na stronie Składniki.
- Jasne przeznaczenie. Z nazwy produktu dowiesz się, do czego służy.
- Rozmowę jak z człowiekiem. Na „ty”, krótko i do rzeczy. Masz pytanie? Napisz do nas jak do znajomego z psiego wybiegu.
Dla kogo jesteśmy
Dla każdego, kto ma psa i traktuje go jak członka rodziny. Nie ma znaczenia, czy to rasowy pies z rodowodem, czy kundel adoptowany ze schroniska, który do dziś udaje, że nie rozumie słowa „nie”. Nie ma znaczenia, czy mieszkasz w bloku na dziesiątym piętrze, czy w domu z ogrodem, w którym pies wykopał już trzy dołki.
Jesteśmy dla ludzi, którzy chcą dla psa dobrze, ale nie mają czasu na rozszyfrowywanie etykiet i marketingowych sloganów. Dla tych, którzy wolą konkret niż obietnice. I dla tych, którzy po prostu lubią, gdy marka mówi do nich jak człowiek, a nie jak korporacyjny komunikat.
Polska marka
Jesteśmy stąd. Znamy polskie realia, bo w nich żyjemy: majówkę na działce, wyjazd nad morze z psem na tylnym siedzeniu, babcię, która przy świątecznym stole dokarmia psa „tylko kawałeczkiem”. Nie musimy niczego tłumaczyć z angielskiego, bo mówimy do ludzi, z którymi dzielimy ten sam przedpokój pełen błota.
Mówimy o tym z dumą, ale bez patosu. Po prostu wolimy wiedzieć, kto i gdzie robi to, co dajemy naszym psom.
Klub psich ludzi
Masz Babo Psa to nie tylko sklep. Chcemy, żeby to było miejsce dla ludzi, którzy rozumieją, o co chodzi, kiedy ktoś mówi: „sorry, mam plany z psem”.
Dlatego zapraszamy cię do nas na Instagram i Facebook. Pokaż nam swojego psa, oznacz @maszbabopsa, opowiedz, jak u was wygląda ten codzienny „placek”. Najlepsze psy pokazujemy u siebie.
Bo masz psa. Masz wszystko. My też.